- A ja słyszała…
- Mówi się „słyszałam”.
- A ja słyszała, że pan Prezydent czujny jest. O mały włos nowa Ustawa o uzgodnieniu płci weszłaby w życie. Co by to było! Jasny gwint! Wszyscy byśmy musieli zmieniać płeć!
- No co ty gadasz? Jak wszyscy?! Przecież Ustawa miała dotyczyć tylko osób transseksualnych.
- Nie wszyscy??? No ja myślała, że to obowiązkowe będzie.
- No co ty! Tylko Ci, którzy chcieliby żyć w zgodzie z sobą, których tożsamość płciowa różni się od cielesnej.
- Ale nawet jak to nie miało być obowiązkowe to i tak dobrze, że Prezydent zawetował.
- No wiesz … Ludziom transpłciowym i tak jest bardzo trudno żyć …
- A niby czemu państwo ma ułatwiać ludziom życie?
- Chociażby po to, by oszczędzić im dodatkowych upokorzeń.
- Eee tam! Tak jak było dotąd było bardzo fajnie. Jak ktoś, z racji swojej transpłciowości od lat nie widywał swoich rodziców, to przynajmniej w sądzie mógł się z nimi spotkać, pozywając ich o zmianę aktu urodzenia.
Rodzina najważniejsza.

