Nie było mnie tu tak długo, że aż musiałam ustalać nowe hasło. Wstyd po prostu.
Zwracam się dziś do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości. Bez kpin, żartów czy nawet cienia złośliwości. Zwracam się przede wszystkim do tych osób, które publicznie nie przyznają się do tego, że podobają Im się zmiany wprowadzane przez PiS. Wbrew pozorom takich osób jest bardzo dużo. Wiedząc, że w swoim środowisku niepoprawnie politycznie jest afiszować się ze swoimi poglądami, najczęściej milczą, nie biorą udziału w politycznych dyskusjach na FB, czasem zostawiają "łapkę w górę", by nie podejrzewać Ich, że są cichymi zwolennikami PiS.
Szanowni Państwo.
W zmianach, jakie wprowadza dobra zmiana jest kilka poczynań i przepisów, które każdy rozsądny człowiek uzna za słuszne i poprawne. Jednak nie można po tych kilku działaniach PiS usiąść na laurach i przyjmować całej reszty zmian autorstwa Prawa i Sprawiedliwości za równie słuszne i poprawne. Trzeba myśleć przy każdym punkcie. Skoro potraficie dogłębnie przeanalizować przyczyny i skutki (także te negatywne) popularnego 500+, to zróbcie to także w stosunku do nowych przepisów dotyczących ustaw o ustroju sądów oraz o Sądzie Najwyższym.
Nie mam merytorycznych podstaw, by projekt (a za kilka godzin zapewne już przyjęte przepisy) analizować punkt po punkcie. Niezwykle dogłębnie zrobił to dziś w Sejmie Dariusz Zawistowski, Przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa. Mnie jednak nie chodzi o rzucanie paragrafami.
Proszę jedynie o głębokie zastanowienie się nad skutkami "reformowania" sądownictwa w Polsce i uświadomienie sobie, że nowymi przepisami zwyczajnie łamie się Konstytucję. Uważacie, że nasza ustawa zasadnicza jest do bani, więc i tak trzeba ją zmienić? To pomyślcie o tym, że nowe przepisy zabierają kompetencje głowie państwa - Prezydentowi RP. Ubezwłasnowolnia się urząd Prezydenta, aktualnie dr. Andrzeja Dudę. Władza Prezydenta już została znacznie ograniczona przez brak wpływu na polskie siły zbrojne, a teraz odbiera Mu się większość praw dotyczących władzy sądowniczej. Właściwie pozostawia się Andrzejowi Dudzie prawo do machania do tłumów. Czy z powodu tego machania głosowaliście na doktora nauk prawnych Andrzeja Dudę i z tego właśnie powodu darzycie Go zaufaniem?
Pomyślcie także o tym, że projekt ustawy o SN daje min. Ziobro całkowitą (całkowitą!!) władzę nad rządem, ministrami, Posłami i Senatorami oraz zwykłymi ludźmi. Kiedyś przecież przyjdzie kres przywództwa Jarosława Kaczyńskiego w Prawie i Sprawiedliwości i czy to się Wam podoba czy nie, decydującym o losie partii i jej przywódcy, składzie rządu czy obsadzeniu stanowiska Premiera będzie Zbigniew Ziobro. Jeśli Go kochacie i ufacie bezgranicznie, to spoko. Jednak jeśli macie wątpliwości czy min. Ziobro, to na pewno człowiek, który powinien w naszym imieniu decydować o kształcie państwa, to zastanówcie się zanim uznacie, że ustawa o SN jest równie "fajna" jak 500+. Każdego niewygodnego Posła, Senatora, a nawet Prezydent RP będzie można postawić przed sądem lub Trybunałem Stanu. Przesadzam? A wiecie, że Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, którego teraz Min. Sprawiedliwości chce wywalić ze stanowiska i postawić tam kogoś swojego, jest równocześnie (z automatu) Prezesem Trybunału Stanu? A jak wiadomo tylko przed Trybunał Stanu można postawić Prezydenta czy Premiera.
Jeśli daleko Wam do myślenia o sobie jako państwowcu, to skupcie się na projekcie o SN jak najzwyklejszy obywatel. Dam przykład: mieszkacie w mieszkaniu komunalnym (albo ktoś Wam bliski) i nagle właściciel mieszkania (czyli samorząd) podejmuje decyzję, że podnosi czynsz o 1000%. W państwie prawa wszystko jest proste: składacie pozew do sądu i najpewniej wygrywacie w cuglach. Gdy wejdą w życie nowe przepisy o sądownictwie możecie oczywiście złożyć pozew do sądu. Tylko czy nie szkoda Wam pieniędzy, czasu i nerwów? Jeśli właściciel mieszkania (czyli samorząd) użyje argumentu, że dobro miasta oraz sprawiedliwość społeczna wymaga, by za mieszkanie komunalne płacić jak za apartament w stolicy, to nie macie szans na wygranie procesu. Przesadzam? Wyobraźcie sobie, że Skarb Państwa szuka pieniędzy gdzie się da, także w kieszeniach najemców mieszkań komunalnych. W sytuacji całkowitego podporządkowania sądów władzy min. Ziobry nie możecie liczyć na sprawiedliwość i bezstronne orzeczenie przez sąd, że żądanie tak wielkich pieniędzy za mieszkanie komunalne jest zwyczajnym bandytyzmem. Sądy od najniższego szczebla dostaną prikaz, wytyczne, dyrektywy, aby odrzucać pozwy ludzi szukających pomocy w sprawie podwyżek czynszu. Nadrzędne bowiem będzie zdobywanie przez państwo pieniędzy, a nie sprawiedliwość i pochylanie się nad losem człowieka.Zniesienie niepodległości i niezawisłości sędziów przełoży się bezpośrednio na nasze życie.
Nie nawołuję zwolenników (jawnych i tych w skrytości ducha) Prawa i Sprawiedliwości do zmiany poglądów. Proszę o refleksję. Proszę o uświadomienie sobie, że władza sygnowana Prawem i Sprawiedliwości, to nie taka sama jak PO czy SLD tylko wreszcie skupiająca się na zwykłych ludziach. To władza, która daje ludziom troszkę pieniędzy, troszkę poprawy samopoczucia, że ktoś o nich myśli, a w zamian znacznie ogranicza prawo do decydowania o sobie. Prawo i Sprawiedliwość traktuje Polaków jak niedorozwinięte dzieci, którym trzeba całkowicie uporządkować życie i finanse, wykształcenie i zdrowie i w szczegółach określić co jest dla nich najlepsze.
Naprawdę sami nie wiecie, co dla Was najlepsze???
Lubię poczytać i często komentuję. No muszę, bo się uduszę. Też tak czasem macie? Wcześniej,trochę inaczej, gadałam tu: http://ajaslyszala.blox.pl/html
wtorek, 18 lipca 2017
czwartek, 13 kwietnia 2017
Wywalili Misia... :(
A taki był ładny! Takie pulchne paluszki miał i uśmiech jak księżyc w pełni. A tu masz! Był Miś - nie ma Misia! Ciekawam czy Złoty Medal "Za Zasługi dla Obronności Kraju" musi oddać. To by było słabe, bo wcześniej nie dostał brązowego i srebrnego (jak przewidują przepisy dotyczące odznaczeń) i jak mu teraz zabiorą ten złoty, to Miś zostanie z niczym. I co on teraz biedny będzie robił? Do apteki wróci??? Nie da rady tej pracy połączyć ze studiami u taty Rydzyka. Z pracą u dobrotliwego PanaOdWojny też nie dał rady łączyć, bo trzyletnie studia licencjackie robi ósmy rok.
No, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jest szansa, że dostanie stypendium państwowe (z budżetu PanaOdWojny zapewne), by mógł się skupić tylko na nauce. Da chłopak radę. Zdolny jest. Może od razu walnie też magisterskie? I to w przyspieszonym trybie? Jak już będzie mieć ten cholerny papierek, to zapewne wróci do MON albo jakiejś spółki Skarbu Państwa. Tymczasem tylko się pożalił:
"Gdzie młodzi ludzie mają nauczyć się warsztatu, żeby skutecznie pracować dla Polski?"
No sami widzicie, jak się Misiek rwie do nauki! Dojna zmiana nie umie doceniać zdolnych i ambitnych ludzi. A takie ma zasługi! I dezinformować umie, i na uzbrojeniu się zna, i godnie przyjąć meldunek od oficerów potrafi. Nawet w niebanalny sposób umie wynajdywać i zatrudniać członków spółek państwowych. Również świetnie potrafi wywalać z roboty i to tak, że wywalani bez słowa sprzeciwu brali papierki i szli do domu. Odchodzili bez słowa, bo im mowę odbierało z wrażenia.
A PanPrezes tak po prostu go wywalił z partii!
No, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jest szansa, że dostanie stypendium państwowe (z budżetu PanaOdWojny zapewne), by mógł się skupić tylko na nauce. Da chłopak radę. Zdolny jest. Może od razu walnie też magisterskie? I to w przyspieszonym trybie? Jak już będzie mieć ten cholerny papierek, to zapewne wróci do MON albo jakiejś spółki Skarbu Państwa. Tymczasem tylko się pożalił:
"Gdzie młodzi ludzie mają nauczyć się warsztatu, żeby skutecznie pracować dla Polski?"
No sami widzicie, jak się Misiek rwie do nauki! Dojna zmiana nie umie doceniać zdolnych i ambitnych ludzi. A takie ma zasługi! I dezinformować umie, i na uzbrojeniu się zna, i godnie przyjąć meldunek od oficerów potrafi. Nawet w niebanalny sposób umie wynajdywać i zatrudniać członków spółek państwowych. Również świetnie potrafi wywalać z roboty i to tak, że wywalani bez słowa sprzeciwu brali papierki i szli do domu. Odchodzili bez słowa, bo im mowę odbierało z wrażenia.
A PanPrezes tak po prostu go wywalił z partii!
wtorek, 28 lutego 2017
No i co z tego, że gej?
Prezydent Słupska - Robert Biedroń - nie odkrył Ameryki, ale głośno potwierdził to, o czym wielu wiedziało. Jak dla mnie to PanPrezes mógłby być równie dobrze transwestytą, hermafrodytą albo androgynikiem. Mnie tam wszystko jedno. Także czynniki, które PanPrezesa ukształtowały wiszą mi kalafiorem, bo dla mnie nie ma żadnego usprawiedliwienia dla niszczenia i zmieniania kraju oraz wprowadzania rewolucyjnych zmian metodami "na rympał", wbrew potrzebom i oczekiwaniom większości. PanPrezes ma jakieś swoje żale, schizy, odpały i wizje jak każdy. Różnica w tym, że jest politykiem, który zorganizował sobie (trzeba przyznać, że świetnie) ośrodki przymusu i skupił wokół siebie ludzi tyle zdecydowanych co bezczelnych. Że część z nich intelektualnie nie sięga ponad poznańską ryczkę*? By być wiernym i chamskim nie trzeba nawet umieć czytać i pisać.
Nasza rzeczywistość nie tylko uwiera, ale coraz częściej boli i krzywdzi.Od ponad roku nie możemy wyjść z szoku. A PanPrezes i jego pretorianie robią co chcą.
Nie ma co się ekscytować rozkimnianiem czy PanPrezes jest homoseksualny. Nie ma to żadnego znaczenia. Przecież Prezydent Słupska, Robert Biedroń, cieszy się niesłabnącą popularnością i coraz szerszym poparciem nie dlatego, że jest gejem, ale dlatego, że dobro ludzi przedkłada nad swoje wizje.
* w wielkopolskiej gwarze: mały stołeczek
środa, 1 lutego 2017
Rok 1970
Jest rok 1970. Lech Wałęsa ma 27 lat, żonę i nowo narodzonego synka (Bogdan). Jest prostym człowiekiem, po zawodówce. 3 lata wcześniej dostał pracę w Stoczni Gdańskiej. Z początkiem grudnia 1970 roku jest jednym z przywódców strajku robotników w Stoczni. 21 grudnia staje w obliczu dylematu: albo podpisze zobowiązanie do współpracy albo zostaje wywalony z roboty. Ma na utrzymaniu żonę i małe dziecko. Nigdzie nie dostanie pracy - SB już o to zadba. Gdy dziś ktoś w podobnej sytuacji traci pracę, czuje się bezradny, ale może się gdzieś zaczepić (choćby w markecie), może rozpocząć działalność gospodarczą. Nie można zapomnieć, że w roku 1970 nie ma marketów, są tylko państwowe zakłady pracy, w których L. Wałęsa z "wilczym biletem" pracy nie dostanie, zasiłku dla bezrobotnych też nie, bo ... w socjalistycznej Polsce nie ma bezrobocia. Decyduje więc i podpisuje kwity. Każdy dzisiejszy 27-latek, który mówi "ja bym w życiu nie podpisał" nie ma wyobraźni i nic z historii swojego kraju nie rozumie. Dzieci smartfonów nie mają pojęcia jak wyglądało wtedy życie. Pana Cenckiewicza nie było jeszcze na świecie. Prokurator Pozorski (z-ca Prokuratora Generalnego) ma 3 lata, a szef IPN, Jarosław Szarek jeszcze nie skończył 8 roku życia. Zbigniew Ziobro w grudniu 1970 ma kilka miesięcy, a Jarosław Kaczyński sobie studiuje. Za rok obroni pracę magisterską, a za 6 zostanie doktorem nauk prawnych.
Oni wszyscy uważają, że lepiej znają życie i mają prawo osądzać decyzje innych sprzed 47 lat.
No to tyle mam do powiedzenia w temacie "Bolek". Dla mnie to jest i będzie laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Prezydent Lech #Wałęsa.
Oni wszyscy uważają, że lepiej znają życie i mają prawo osądzać decyzje innych sprzed 47 lat.
No to tyle mam do powiedzenia w temacie "Bolek". Dla mnie to jest i będzie laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Prezydent Lech #Wałęsa.
środa, 16 listopada 2016
Obywatelu, zrób sobie dobrze sam
A propos zaplanowanej na dziś sejmowej dyskusji o wieku emerytalnym.
Opozycja krzyczy, że PiS, obniżając wiek emerytalny, skazuje przyszłych emerytów na śmierć głodową. Gdy dotyczy to dzisiejszych młodych ludzi, to nie dyskutuję, bo zwyczajnie nie mam pojęcia jak to będzie. I jestem przekonana, że rządzący i opozycja też nie wiedzą jak będzie za 30-35 lat, bo wyliczenia ekonomistów to suche liczby, zakładające jakąś hipotezę społeczną i ekonomiczną w kraju. Natomiast niech mi ktoś wytłumaczy jakim cudem dzisiejsi 45-50 latkowie, przez dodatkowe kilka lat mają zarobić na godną emeryturę, skoro nie udało się im to przez ostatnie 25-30 lat? Przez odpowiednio 5 i 7 dodatkowych lat zarobią na Wyspy Kanaryjskie, ale bez nich umrą z głodu? Wszyscy krzyczą, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem, ale o dzisiejszych, choć w pełni sił, ale starszych, nikt nie myśli. Starszym PO zmieniła konie w biegu i to pod koniec jazdy, bo większość życia zawodowego przeżyli w innej rzeczywistości, w której nie odkładało się w funduszach i innych instytucjach na emeryturę, bo ona była należną oczywistością. Do tego największe bezrobocie jest wśród osób 45+, a jeśli już mają pracę, to często na smieciówkach, a więc w kwestii ich emerytur nic się nie zadzieje.
Mnie na hasło "PiS" kły wyrastają, z uwieszonymi na nich kropelkami jadu i doskonale zdaję sobie sprawę, że obniżenie wieku emerytalnego to nie jest troska o obywateli, tylko kolejne wywracanie wszystkiego, co poprzednie rządy zbudowały. Uważam jednak, że podniesienie przez PO wieku emerytalnego było jedną z wielu decyzji, która pokazywała, że ludzi w dupie się ma. Jak słyszę posłów PO, którzy używają argumentu, że wyższy wiek emerytalny to konieczność, bo w całej Europie tak jest, to nóż w kieszeni mi się otwiera. Europejscy przyszli emerycie jeszcze w podstawówce mieli świadomość, że pracują na dziś i na emeryturę, a nie budują przede wszystkim Polskę Ludową.
czwartek, 3 listopada 2016
"Grudka twej ziemi w ręku, świeci nawet po ciemku..."
Planowana i wymuszana ekshumacja zwłok ofiar katastrofy w Smoleńsku cały czas nie daje mi spokoju. Pewnie jak każdy, kto ostatecznie żegnał najbliższych, myślę o tym co bym czuła, gdyby to dotyczyło "moich" grobów. W sieci jest coraz więcej wyrazów bezsilności i buntu niektórych rodzin smoleńskich, w których wszystko krzyczy: nie grzebcie w grobie i nie wsadzajcie w moje trzewia rozpalonych drzazg, bo nie przetrzymam drugi raz tego cierpienia.
Mam jeszcze odrobinę nadziei, że w grobie pary prezydenckiej odnajdą się "wystarczające dowody", a tym sposobem prokuratura odstąpi od pozostałych ekshumacji. Nie ma co na mnie wrzeszczeć, że mówię tak, jakbym wierzyła, że dowody na zamach są. Po prostu jestem przekonana, że "znajdą" czego szukają, bo władcy Polski jak dotąd robią co chcą i "udowadniają" niemożliwe. Więc przynajmniej niech sobie pogrzebią na Wawelu, zrobią ponowny huczny pogrzeb, a reszcie rodzin pozwolą dalej uczyć się żyć bez najbliższych.
Ta nadzieja jest bardzo płonna, bo skłaniam się do poglądu (niestety nie pamiętam kto go w mediach wyraził), że grupie Macierewicza potrzebny jest czas i markowanie czynności, by odsunąć w czasie, jak się da daleko, konieczności wydania jakiegoś oświadczenia i udowodnienia, że nie zmarnowali milionów złotych na szukanie czegoś, co nie istnieje.
Wierne rodziny smoleńskie zostały przekonane do ekshumacji tym, że do grobów, na których zapalają świeczki, złoży się szczątki ich najbliższych, a nie "składanki". Część zapewne liczy na to, że znajdą się dowody na zamach, bo będą mieli podstawy, by żądać kolejnych pieniędzy i zostanie zaspokojona ich potrzeba odwetu, bo skoro będą dowody na zamach, to poszukanie winnych pozostaje tylko kwestią czasu. A jak będą winni, to się ich wsadzi do pierdla z kamerami i rodziny będą mogły sobie co rano, przy kawie, pooglądać takie reality show: transmisje na żywo z więziennej celi.
Bardzo chciałabym wiedzieć jak rodziny smoleńskie wyobrażają sobie przywracanie do grobów szczątków ich najbliższych. Ekshumacje zostały zaplanowane na wiele tygodni. Prokuratura podała, że będą otwierane groby, nastąpi wydobycie szczątków, ich badanie, pobranie próbek, a następnie ponowny pogrzeb (ciekawe czy na koszt państwa). Prace nad jedną trumną mają się zamykać w 48 godzinach. Jaki plan ma prokuratura, jeśli w grobie X nie znajdzie właściwych szczątków? Zrobi pogrzeb czy będzie czekać wiele tygodni nad rozgrzebanym miejscem spoczynku, aż w innym grobie znajdzie te właściwe? A może trumny zamkną i będą je otwierać od nowa, gdy znajdą odpowiednie szczątki?
Może otwórzcie wszystkie groby na raz, porozkładajcie trupy w jakiejś hali i zatrudnijcie fachmana od puzzli. On wam uporządkuje tę układankę. Nie zapomnijcie tylko zatrudnić znajomego księdza, który uznaje, że bezczeszczenie zwłok jest zgodne z wiarą katolicką. No i nie oszczędzajcie na ochronie, bo do tej hali na pewno będą walić tłumnie wyznawcy PiS, szukający relikwii.
Czy nadal żyjemy w kraju pięknym, wolnym, do którego przez całe wieki tęskniły miliony wygnańców? Czy w dorzeczu Odry i Wisły jest jeszcze mądrość, empatia i umiłowanie grudki ziemi?
Mam jeszcze odrobinę nadziei, że w grobie pary prezydenckiej odnajdą się "wystarczające dowody", a tym sposobem prokuratura odstąpi od pozostałych ekshumacji. Nie ma co na mnie wrzeszczeć, że mówię tak, jakbym wierzyła, że dowody na zamach są. Po prostu jestem przekonana, że "znajdą" czego szukają, bo władcy Polski jak dotąd robią co chcą i "udowadniają" niemożliwe. Więc przynajmniej niech sobie pogrzebią na Wawelu, zrobią ponowny huczny pogrzeb, a reszcie rodzin pozwolą dalej uczyć się żyć bez najbliższych.
Ta nadzieja jest bardzo płonna, bo skłaniam się do poglądu (niestety nie pamiętam kto go w mediach wyraził), że grupie Macierewicza potrzebny jest czas i markowanie czynności, by odsunąć w czasie, jak się da daleko, konieczności wydania jakiegoś oświadczenia i udowodnienia, że nie zmarnowali milionów złotych na szukanie czegoś, co nie istnieje.
Wierne rodziny smoleńskie zostały przekonane do ekshumacji tym, że do grobów, na których zapalają świeczki, złoży się szczątki ich najbliższych, a nie "składanki". Część zapewne liczy na to, że znajdą się dowody na zamach, bo będą mieli podstawy, by żądać kolejnych pieniędzy i zostanie zaspokojona ich potrzeba odwetu, bo skoro będą dowody na zamach, to poszukanie winnych pozostaje tylko kwestią czasu. A jak będą winni, to się ich wsadzi do pierdla z kamerami i rodziny będą mogły sobie co rano, przy kawie, pooglądać takie reality show: transmisje na żywo z więziennej celi.
Bardzo chciałabym wiedzieć jak rodziny smoleńskie wyobrażają sobie przywracanie do grobów szczątków ich najbliższych. Ekshumacje zostały zaplanowane na wiele tygodni. Prokuratura podała, że będą otwierane groby, nastąpi wydobycie szczątków, ich badanie, pobranie próbek, a następnie ponowny pogrzeb (ciekawe czy na koszt państwa). Prace nad jedną trumną mają się zamykać w 48 godzinach. Jaki plan ma prokuratura, jeśli w grobie X nie znajdzie właściwych szczątków? Zrobi pogrzeb czy będzie czekać wiele tygodni nad rozgrzebanym miejscem spoczynku, aż w innym grobie znajdzie te właściwe? A może trumny zamkną i będą je otwierać od nowa, gdy znajdą odpowiednie szczątki?
Może otwórzcie wszystkie groby na raz, porozkładajcie trupy w jakiejś hali i zatrudnijcie fachmana od puzzli. On wam uporządkuje tę układankę. Nie zapomnijcie tylko zatrudnić znajomego księdza, który uznaje, że bezczeszczenie zwłok jest zgodne z wiarą katolicką. No i nie oszczędzajcie na ochronie, bo do tej hali na pewno będą walić tłumnie wyznawcy PiS, szukający relikwii.
Czy nadal żyjemy w kraju pięknym, wolnym, do którego przez całe wieki tęskniły miliony wygnańców? Czy w dorzeczu Odry i Wisły jest jeszcze mądrość, empatia i umiłowanie grudki ziemi?
piątek, 30 września 2016
Zakaz antykoncepcji tuż, tuż...
W Sejmie został złożony projekt petycji w sprawie zakazu produkcji, sprzedaży, rozpowszechniania oraz nieodpłatnego udostępniania środków antykoncepcyjnych.
Następny będzie pewnie zakaz noszenia spódnic o długości powyżej kolan, a jesienią i zimą policja będzie miała prawo kontrolowania czy kobiety mają na sobie ciepłe majtki, bo jak wiadomo częste przeziębienia mogą prowadzić do bezpłodności. Natomiast lekarze będą mieli obowiązek zgłaszać każdy przypadek zapalenia przydatków i prokuratorzy będą wszczynać śledztwa w celu wyjaśnienia przyczyn. Jeśli śledztwo wykaże, że to z powodu krótkiej spódnicy i braku barchanowych majtasów, kobieta w wieku rozrodczym będzie podlegała karze pozbawienia wolności od października do maja (w kwietniu bywa jeszcze zimno) przez cały okres rozrodczy. Nadzwyczajne złagodzenie kary będzie możliwe dopiero po narodzinach trzeciego dziecka (bo jak wiadomo dopiero trzecie jest dla Boga, pierwszych dwoje ma tylko funkcję odtworzeniową rodziców).
Następny będzie pewnie zakaz noszenia spódnic o długości powyżej kolan, a jesienią i zimą policja będzie miała prawo kontrolowania czy kobiety mają na sobie ciepłe majtki, bo jak wiadomo częste przeziębienia mogą prowadzić do bezpłodności. Natomiast lekarze będą mieli obowiązek zgłaszać każdy przypadek zapalenia przydatków i prokuratorzy będą wszczynać śledztwa w celu wyjaśnienia przyczyn. Jeśli śledztwo wykaże, że to z powodu krótkiej spódnicy i braku barchanowych majtasów, kobieta w wieku rozrodczym będzie podlegała karze pozbawienia wolności od października do maja (w kwietniu bywa jeszcze zimno) przez cały okres rozrodczy. Nadzwyczajne złagodzenie kary będzie możliwe dopiero po narodzinach trzeciego dziecka (bo jak wiadomo dopiero trzecie jest dla Boga, pierwszych dwoje ma tylko funkcję odtworzeniową rodziców).
czwartek, 29 września 2016
Przejmujące...
Kiedy poprawnością polityczną będzie ochrona kobiet? Skoro niepoprawnie jest o czarnoskórych mówić murzyni, prześladować homoseksualistów, stosować słowo Żyd jak obelgę, to chyba już czas na poprawność polityczną wobec większości społeczeństwa czyli kobiet. Nie chcemy wiele. Wystarczy, że tak jak mężczyźni będziemy mogły decydować o sobie. Panowie, możecie przestać całować nas w rękę, przepuszczać w drzwiach, stwarzać pozory szacunku, zaprzestać wykonywania teatralnych gestów ustępowania miejsca w tramwaju. Po prostu uznajcie, że jesteśmy pełnoprawnymi obywatelkami naszego kraju i nasze ciało należy do nas, tak jak wasze do was.
Zobaczcie protest Irlandek:
Zobaczcie protest Irlandek:
czwartek, 15 września 2016
Rozgrzebywanie grobów
Dziś prokuratura zdecydowała o ekshumacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Nakaz nie dotyczy szczątków, które w toku wcześniejszych śledztw, były już badane, natomiast ma dotyczyć ciał pary prezydenckiej. Są już wybrani eksperci, którzy na zlecenie prokuratury mają przeprowadzać ekspertyzy (za Newsweek Polska).
Ja wiem, że prokuratura ma prawo do takiej decyzji. Ba! Nawet ma obowiązek, gdy w toku śledztwa okazuje się, że ekshumacja jest jedynym sposobem, by udowodnić czyjąś winę. No właśnie! A co prokuratura chce udowodnić, otwierając trumny nieżyjących i rozgrzebując rany w sercach żyjących? Jakaż to wyższa konieczność sprawia, że prokuratorzy nie liczą się z uczuciami rodziców, mężów, żon, dzieci? Ponoć niektóre tzw. rodziny smoleńskie mają wątpliwości, czy w grobach leżą szczątki ich najbliższych, czy nie zostały popełnione błędy i nie doszło do zamiany szczątków. Ja to rozumiem. W takiej sytuacji chyba też chciałabym mieć pewność, że pod nagrobną płytą z imieniem i nazwiskiem kogoś mi bliskiego, leżą zwłoki tej osoby. Nie znaczy to, że wszyscy tak myślą. Dla niektórych rozgrzebywanie grobów może być gorsze do zniesienia, niż ewentualność, że szczątki zamieniono. Więc dlaczego otwiera się wszystkie groby? Może otworzyć tylko te trumny, których rodziny sobie tego życzą. A dopiero w sytuacji, gdy zostaną odkryte pomyłki, zwrócić się do pozostałych rodzin z prośbą o zgodę na ekshumację pozostałych zwłok po to, by naprawić błąd. Dlaczego nikt nie rozważył takiego pomysłu, tylko państwo, decyzją swoich urzędników, zmusza ludzi dotkniętych tragedią, do przeżywania wszystkiego od nowa? Dlaczego państwo jest tak dalece bezduszne? Kraj jest pełen apeli smoleńskich, pomników, tablic pamiątkowych, uroczystości, nadawania imion ofiar katastrofy szkołom, parkom czyli honorowania nieżyjących w maksymalny sposób, a równocześnie postanawia się o rozkopywaniu grobów. Czego szukają w tych nieszczęsnych mogiłach prokuratorzy?
Myślę, że śladów materiałów wybuchowych, by udowodnić tezę, która ma coraz mniej zwolenników wśród Polaków. Trzeba koniecznie coś zrobić, by przekonać niedowiarków, że wybuch był, że zamach był, że to żadna katastrofa tylko przygotowany i zrealizowany plan zabicia najważniejszych w państwie osób. A co, jeśli eksperci nic nie znajdą? Teoria upadnie i ogromne pieniądze wydane na ekshumację, badania szczątków i uposażenie ekspertów zostaną wyrzucone w błoto w kraju, w którym są miliony emerytów i dzieci żyjących na skraju ubóstwa? Obawiam się, że jak w trumnach nie znajdą niczego na udowodnienie swoich teorii to ... znajdą. Może te dowody nie będą ani ze Smoleńska ani sprzed 6 lat, ale znajdą się.
Ja wiem, że prokuratura ma prawo do takiej decyzji. Ba! Nawet ma obowiązek, gdy w toku śledztwa okazuje się, że ekshumacja jest jedynym sposobem, by udowodnić czyjąś winę. No właśnie! A co prokuratura chce udowodnić, otwierając trumny nieżyjących i rozgrzebując rany w sercach żyjących? Jakaż to wyższa konieczność sprawia, że prokuratorzy nie liczą się z uczuciami rodziców, mężów, żon, dzieci? Ponoć niektóre tzw. rodziny smoleńskie mają wątpliwości, czy w grobach leżą szczątki ich najbliższych, czy nie zostały popełnione błędy i nie doszło do zamiany szczątków. Ja to rozumiem. W takiej sytuacji chyba też chciałabym mieć pewność, że pod nagrobną płytą z imieniem i nazwiskiem kogoś mi bliskiego, leżą zwłoki tej osoby. Nie znaczy to, że wszyscy tak myślą. Dla niektórych rozgrzebywanie grobów może być gorsze do zniesienia, niż ewentualność, że szczątki zamieniono. Więc dlaczego otwiera się wszystkie groby? Może otworzyć tylko te trumny, których rodziny sobie tego życzą. A dopiero w sytuacji, gdy zostaną odkryte pomyłki, zwrócić się do pozostałych rodzin z prośbą o zgodę na ekshumację pozostałych zwłok po to, by naprawić błąd. Dlaczego nikt nie rozważył takiego pomysłu, tylko państwo, decyzją swoich urzędników, zmusza ludzi dotkniętych tragedią, do przeżywania wszystkiego od nowa? Dlaczego państwo jest tak dalece bezduszne? Kraj jest pełen apeli smoleńskich, pomników, tablic pamiątkowych, uroczystości, nadawania imion ofiar katastrofy szkołom, parkom czyli honorowania nieżyjących w maksymalny sposób, a równocześnie postanawia się o rozkopywaniu grobów. Czego szukają w tych nieszczęsnych mogiłach prokuratorzy?
Myślę, że śladów materiałów wybuchowych, by udowodnić tezę, która ma coraz mniej zwolenników wśród Polaków. Trzeba koniecznie coś zrobić, by przekonać niedowiarków, że wybuch był, że zamach był, że to żadna katastrofa tylko przygotowany i zrealizowany plan zabicia najważniejszych w państwie osób. A co, jeśli eksperci nic nie znajdą? Teoria upadnie i ogromne pieniądze wydane na ekshumację, badania szczątków i uposażenie ekspertów zostaną wyrzucone w błoto w kraju, w którym są miliony emerytów i dzieci żyjących na skraju ubóstwa? Obawiam się, że jak w trumnach nie znajdą niczego na udowodnienie swoich teorii to ... znajdą. Może te dowody nie będą ani ze Smoleńska ani sprzed 6 lat, ale znajdą się.
środa, 3 sierpnia 2016
Dziecko musi jeść!
Wiadomo, że głodne dziecko trzeba nakarmić. Matka małego dziecka to człowiek jak każdy inny i ma prawo iść dokąd chce, zabierając ze sobą swoje dziecko. Nawet maleńkie. Bywa, że dziecko w galerii, w parku, w restauracji zaczyna być głodne i trzeba je nakarmić. Jakby było starsze dostałoby bułę albo pizzę, ale gdy jest niemowlęciem potrzebuje mleka. Takiego, jakim jest od początku życia karmione czyli mieszankę lub pokarm mamy. To wszystko to oczywista oczywistość, nad którą nikt nie dyskutuje.
Dziś podana została taka informacja:
Dwa lata temu kobieta chciała nakarmić córkę w jednej z sopockich restauracji, ale kelner przekazał jej, że w lokalu nie życzą sobie karmienia na widoku przy innych klientach. Zaproponował matce, by nakarmiła dziecko w toalecie. Gdy ta odmówiła, kelner zaproponował krzesło przy WC. Teraz matka postanowiła walczyć o prawa wszystkich karmiących matek. Proces ruszył w środę.
(cytat z http://kontakt24.tvn24.pl)
Zdarzenie i fakt rozpoczęcia procesu wywołały w Internecie dyskusję i liczne komentarze. Nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała głosu. Kiedyś już wyraziłam swój pogląd i choć minęło kilka lat, zdania w temacie nie zmieniłam. Wówczas zdarzenie miało miejsce w Irlandii. Teraz po prostu kopiuję ze swojego starego bloga A ja słyszała... moją ocenę publicznego karmienia piersią:
Generalnie nie mam z tym problemu, jeśli mam się gdzie odwrócić albo odejść. Jednak obrazek taki mnie nie wzrusza, nie rozczula, a żenuje. Nie miałabym ani potrzeby ani odwagi, by mamie zwrócić uwagę, jednak nie chcę być świadkiem naturalnego karmienia obcych dzieci przez obce kobiety i nie widzę powodu, by mnie zmuszać do oglądania takich scen. Podobnie jak nie chcę być świadkiem namiętnych pocałunków par, bez względu na ich płeć. Obie czynności są dla mnie intymnością, których eksponowanie mnie krępuje.
Jednak są ludzie, dla których widok obcej, karmiącej kobiety może być nie tylko krępujący, ale wręcz odrzucający. I wcale nie jest to rzadkością. Kobiecy pokarm jest wydzieliną ciała i przez niektórych jest traktowany na równi z innymi, jak mocz czy smarki.
Nie, nie przesadzam. Są ludzie, którzy nie wchodzą do publicznych toalet tylko dlatego, że nie mogą znieść odgłosów dochodzących z sąsiedniej kabiny albo tacy, którzy powstrzymują odruch wymiotny, gdy w ich pobliżu ktoś głośno wydmuchuje nos.
To, co dla jednych jest wzruszającą scenka rodzajową, nawet, gdy dotyczy obcych ludzi, dla innych może być obojętnym widokiem, a w jeszcze innych budzić obrzydzenie.
Przestrzeń publiczna jest dla wszystkich. „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” [Alexis de Tocqueville]
Do polskiego zdarzenia muszę dodać, że wywalanie mamy z niemowlęciem do kibla jest skandalem. Kelnerowi proces i kara się należą. Bez dwóch zdań!
Jednak dziś w tv widziałam krótki wywiad z mamą - bohaterką zdarzenia i powódką w jednym. Była cała uchachana i gotowa do walki o prawo matek do publicznego karmienia swoich dzieci.
Dziecko nakarmione być musi, nawet w miejscu publicznym, ale kulturalny świat wymyślił chusty, które pozwolą dziecku w spokoju się najeść, nie narażając matki na szykany i nieprzyjemne komentarze.
Dziś podana została taka informacja:
Dwa lata temu kobieta chciała nakarmić córkę w jednej z sopockich restauracji, ale kelner przekazał jej, że w lokalu nie życzą sobie karmienia na widoku przy innych klientach. Zaproponował matce, by nakarmiła dziecko w toalecie. Gdy ta odmówiła, kelner zaproponował krzesło przy WC. Teraz matka postanowiła walczyć o prawa wszystkich karmiących matek. Proces ruszył w środę.
(cytat z http://kontakt24.tvn24.pl)
Zdarzenie i fakt rozpoczęcia procesu wywołały w Internecie dyskusję i liczne komentarze. Nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała głosu. Kiedyś już wyraziłam swój pogląd i choć minęło kilka lat, zdania w temacie nie zmieniłam. Wówczas zdarzenie miało miejsce w Irlandii. Teraz po prostu kopiuję ze swojego starego bloga A ja słyszała... moją ocenę publicznego karmienia piersią:
Generalnie nie mam z tym problemu, jeśli mam się gdzie odwrócić albo odejść. Jednak obrazek taki mnie nie wzrusza, nie rozczula, a żenuje. Nie miałabym ani potrzeby ani odwagi, by mamie zwrócić uwagę, jednak nie chcę być świadkiem naturalnego karmienia obcych dzieci przez obce kobiety i nie widzę powodu, by mnie zmuszać do oglądania takich scen. Podobnie jak nie chcę być świadkiem namiętnych pocałunków par, bez względu na ich płeć. Obie czynności są dla mnie intymnością, których eksponowanie mnie krępuje.
Jednak są ludzie, dla których widok obcej, karmiącej kobiety może być nie tylko krępujący, ale wręcz odrzucający. I wcale nie jest to rzadkością. Kobiecy pokarm jest wydzieliną ciała i przez niektórych jest traktowany na równi z innymi, jak mocz czy smarki.
Nie, nie przesadzam. Są ludzie, którzy nie wchodzą do publicznych toalet tylko dlatego, że nie mogą znieść odgłosów dochodzących z sąsiedniej kabiny albo tacy, którzy powstrzymują odruch wymiotny, gdy w ich pobliżu ktoś głośno wydmuchuje nos.
To, co dla jednych jest wzruszającą scenka rodzajową, nawet, gdy dotyczy obcych ludzi, dla innych może być obojętnym widokiem, a w jeszcze innych budzić obrzydzenie.
Przestrzeń publiczna jest dla wszystkich. „Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka” [Alexis de Tocqueville]
Do polskiego zdarzenia muszę dodać, że wywalanie mamy z niemowlęciem do kibla jest skandalem. Kelnerowi proces i kara się należą. Bez dwóch zdań!
Jednak dziś w tv widziałam krótki wywiad z mamą - bohaterką zdarzenia i powódką w jednym. Była cała uchachana i gotowa do walki o prawo matek do publicznego karmienia swoich dzieci.
Dziecko nakarmione być musi, nawet w miejscu publicznym, ale kulturalny świat wymyślił chusty, które pozwolą dziecku w spokoju się najeść, nie narażając matki na szykany i nieprzyjemne komentarze.
piątek, 15 lipca 2016
Kto?
Tak na szybko i z góry przepraszam za literówki albo niezgrabności językowe, które mogą powstać z pośpiechu, ale mam za mało czasu, by poprawiać. A muszę to powiedzieć, bo jestem zwyczajnie przerażona.
PanPrezes, na promocji książki, na bezczelnego przypisał swemu nieżyjącemu bratu zasługi w zdobywaniu przez Polaków niezależności i wolności. Mówił niby "od siebie", ale w rzeczywistości podpowiadał mu, siedzący obok autor ksiązki, Sławomir Cenckiewicz. Trudno oprzeć się wrażeniu, że PanPrezes, uwielbiany przez zwolenników wizjoner, jest sterowany przez różne osoby.
W planach partii rządzącej i wystawionej jako przekaźnik minister Anny Zalewskiej (która niedawno w TV zbłaźniła się jak mało kto - chyba nawet bardziej niż robi to regularnie min. Waszczykowski) jest "przekopanie" historii i umieszczanie tych treści w podręcznikach szkolnych. Widać w tym wszystkim dalekosiężne plany indokrynacji społeczeństwa. Gdy zestawić to z siłowymi metodami "wcierania" społeczeństwu "prawdy smoleńskiej", próbach podporządkowania partii rządzącej wszystkich instytucji demokratycznych, zastraszaniu środowisk stanowiących i wykonujących prawo, próbami zohydzenia Polakom jedności europejskiej, to powstaje przerażający obraz naszego kraju. Jeśli spełnią się przypuszczenia, że po wakacjach PiS przystąpi do zmian w ordynacji wyborczej tak, by zapewnić sobie, nawet wbrew większości wyborców, władzy na następną kadencję, to ogarnia mnie przerażenie. Bo wbrew pozorom, pomimo uśmiechów i pewnego siebie tonu głosu pana Petru, gniewnych wystąpień autorytetów, umiejętności organizacyjnych pana Kijowskiego (bez wspominania pana Schetyny, bo to największa porażka PO), nie ma nikogo, kto jest w stanie skutecznie przeciwstwić się zawłaszczaniu nie tylko państwa, ale także dusz Polaków.
Porażające.
PanPrezes, na promocji książki, na bezczelnego przypisał swemu nieżyjącemu bratu zasługi w zdobywaniu przez Polaków niezależności i wolności. Mówił niby "od siebie", ale w rzeczywistości podpowiadał mu, siedzący obok autor ksiązki, Sławomir Cenckiewicz. Trudno oprzeć się wrażeniu, że PanPrezes, uwielbiany przez zwolenników wizjoner, jest sterowany przez różne osoby.
W planach partii rządzącej i wystawionej jako przekaźnik minister Anny Zalewskiej (która niedawno w TV zbłaźniła się jak mało kto - chyba nawet bardziej niż robi to regularnie min. Waszczykowski) jest "przekopanie" historii i umieszczanie tych treści w podręcznikach szkolnych. Widać w tym wszystkim dalekosiężne plany indokrynacji społeczeństwa. Gdy zestawić to z siłowymi metodami "wcierania" społeczeństwu "prawdy smoleńskiej", próbach podporządkowania partii rządzącej wszystkich instytucji demokratycznych, zastraszaniu środowisk stanowiących i wykonujących prawo, próbami zohydzenia Polakom jedności europejskiej, to powstaje przerażający obraz naszego kraju. Jeśli spełnią się przypuszczenia, że po wakacjach PiS przystąpi do zmian w ordynacji wyborczej tak, by zapewnić sobie, nawet wbrew większości wyborców, władzy na następną kadencję, to ogarnia mnie przerażenie. Bo wbrew pozorom, pomimo uśmiechów i pewnego siebie tonu głosu pana Petru, gniewnych wystąpień autorytetów, umiejętności organizacyjnych pana Kijowskiego (bez wspominania pana Schetyny, bo to największa porażka PO), nie ma nikogo, kto jest w stanie skutecznie przeciwstwić się zawłaszczaniu nie tylko państwa, ale także dusz Polaków.
Porażające.
czwartek, 23 czerwca 2016
wtorek, 31 maja 2016
Prawdziwy mężczyzna?
Jeszcze tak całkiem całkowicie nie wracam. Wpadłam do siebie na chwilę, bo pewnie nie wiecie, że do Piekar Sląskich zmierza doroczna pielgrzymka mężczyzn. Takie wydarzenie w życiu państwa oczywiście nie mogło umknąć Prezydentowi RP. Napisał do pielgrzymów list, wskazując w nim cechy prawdziwego mężczyzny:
1. Przede wszystkim powinien być odpowiedzialny.
2. Zawsze gotowy, by chronić i wspierać rodzinę.
3. Zawsze gotowy, by wspierać i chronić lokalną społeczność.
4. Zawsze gotowy, by wspierać i chronić Ojczyznę.
5. Odważnie i konsekwentnie stawać po stronie wolności i sprawiedliwości.
6. Odważnie i konsekwentnie stawać po stronie słabszych i potrzebujących.
2. Zawsze gotowy, by chronić i wspierać rodzinę.
3. Zawsze gotowy, by wspierać i chronić lokalną społeczność.
4. Zawsze gotowy, by wspierać i chronić Ojczyznę.
5. Odważnie i konsekwentnie stawać po stronie wolności i sprawiedliwości.
6. Odważnie i konsekwentnie stawać po stronie słabszych i potrzebujących.
(za www.polityka.pl)
I taka mnie refleksja naszła czy Prezydent jest prawdziwym mężczyzną?
wtorek, 17 maja 2016
niedziela, 10 kwietnia 2016
Nie wołajcie "Gdzie jest Agata?"
Dorota Wellman, w wywiadzie udzielonym dziennikarce Superexpressu.TV powiedziała co myśli o Agacie Dudzie, jako Pierwszej Damie RP:
"Rola Pierwszej Damy nie polega na noszeniu ładnych sukienek. Nie polega na tym, by jeździć z mężem i go reprezentować, stać z tyłu i nie mówić nic"
Oraz: „Pierwsza Dama nie jest milczącą kukłą, która stoi i ładnie się uśmiecha"
Wszystko to w związku z upartym milczeniem naszej Pierwszej Damy w kwestii prób zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji. Wiele środowisk kobiecych, ale także rzesze zwykłych Polek pytają, proszą, nawołują Agatę Dudę o zajęcie jednoznacznego stanowiska. Oczekują, oczywiście, głośnego skrytykowania prób odebrania Polkom resztówki praw do decydowania o własnym życiu, zdrowiu oraz prawa do wiedzy o stanie zdrowia swoich, nienarodzonych jeszcze dzieci.
Jednak pani Dudowa milczy.
Zresztą nie tylko w tej kwestii robi, co może, by się nie wychylać, nie pokazywać i nie wyskakiwać przed flesze fotoreporterów. Znamienne, że dziś, w dzień 6 rocznicy katastrofy smoleńskiej, także nie stanęła obok męża przed grobem Marii i Lecha Kaczyńskich.
Ale ja się nie czepiam. Nie oczekuję, że pani Agata wykaże się heroizmem i powie głośno co o tym wszystkim myśli. Bo coś czuję, że to jej trzymanie się w cieniu wynika z krytycyzmu wobec wielu rzeczy, które w kraju się rozgrywają. Że jestem naiwna, że chcę wierzyć, że po tej drugiej stronie szlabanu z napisem „wolności obywatelskie” są także ludzie, którzy nie popierają wszystkiego bezkrytycznie i bezmyślnie?
No wierzę. Bez tej wiary już dawno utraciłabym nadzieję, że kiedyś znów będę żyła w państwie, które nie odbiera mi poczucia bezpieczeństwa. Nawet jeśli ten rozsądek niektórych po prawej stronie to tylko czysta kalkulacja. Nie wykluczam, że Pierwsza Dama jest w potrzasku: głośno się sprzeciwić projektowi całkowitego zakazu aborcji to samobójstwo tu i teraz; głośno go poprzeć to samobójstwo odłożone w czasie, na po wyborach w 2020 roku. Chyba, że para prezydencka ma w planach emigrację na Grenlandię.
Niemniej milcząca Agata Duda jest dla mnie swoistym symbolem, namiastką rozsądku. Nie wołajcie więc „Gdzie jest Agata?”, bo a nuż wyjdzie i powie, że projekt jest genialny.
Nie niszczcie moich dziecięcych marzeń.
czwartek, 24 marca 2016
Wielkanoc 2016
Spoko. Na Wielkanoc 2019 znów będziemy świętować tradycyjnie, z kurczaczkami.
Co by się nie działo życzę ciepła, spokoju, odpoczynku i wielu powodów do uśmiechu.
zante
czwartek, 10 marca 2016
Bez komentarza ... bo mi słów brak
W tym miejscu miał być wpis. Powstał nawet. Emocjonalny. Ciśnienie mi poszo w górę tak, że mi ręce drżały. Wywliłam go w kosmos. Ze strachu, że zostanę pozwana do sądu i w naszej dzisiejszej rzeczywistości prawnej, na pewno skazana na więzienie. A ja już w tym wieku, że mam mniejsze zapotrzebowanie na adrenalinę, a większe na święty spokój. Ale całkiem zignorowac i przejść nad tym do porządku dziennego zwyczajnie nie potrafię.
Do posłanki Krystyny Pawłowicz na FB napisała starsza pani, emerytka. Pani poseł, wierna córa PiS, jak to ma w zwyczaju, nie ignoruje internautów i podejmuje rozmowę. Zamieszczam zrzut za natemat.pl
poniedziałek, 7 marca 2016
Tajny Współpracownik ... oraz Post Scriptum po paru godzinach
TW Jerzy Zelnik
Współpracę ponoć zerwał po '68 roku. Jak dla mnie należałoby przejść nad tym do porządku dziennego tak, jak się to robi w wielu, wielu innych sytuacjach, gdy wychodzą na jaw błędy młodości. Myślę, że kto nie żył w czasach tzw "komuny", kto nie doświadczał szantażu, kto nie bał się o swoje i najbliższych fizyczne bezpieczeństwo ten nie wie co znaczyło SB. Jestem skłonna nawet przyjąć zasadę, że nie tylko wspaniałomyślnie wybaczajmy, ale w ogóle uznajmy, że każdy ma swoją historię. Pod jednym wszakże warunkiem: ktoś, kto podpisał lojalkę w wyniku tego nie zrobił nikomu żadnej, nawet najdrobniejszej krzywdy.
Ukochany przez prawicę Jerzy Zelnik w 1963 roku podpisał dobrowolnie zobowiązanie do współpracy z SB, ale po wydarzeniach 1968 roku zerwał współpracę. To też jestem w stanie zrozumieć. Młody człowiek, wchodzący w życie dorosłe, uwierzył w idee, szczególnie, że po śmierci Stalina wielu miało nadzieję, że Polska stanie sie państwem sprawiedliwym i dostatnim. Wydarzenia marca 1968 jawnie temu zaprzeczyły, a dla tych, którzy mieli jeszcze cień nadziei na "lepsze jutro" bielmo z oczu pospadało. Z tego, co wynika z teczki TW Jerzego Zelnika (znalezionej w szafie pani generałowej) wynika, że aktor w latach 1963-1968 na nikogo nie doniósł.
No i można by temat zakończyć.
Tylko czy aby na pewno? Czy jak ktoś nie donosił tajnie i skrycie do roku 1989, za to jawnie i publicznie wskazywał swoich kolegów jako nieprawomyślnych (czyli myślących inaczej), łamiąc tym samym zasady lojalności zawodowej oraz zwykłej przyzwoitości, to jest godny szacunku i przyjęcia, że każdy ma swoją historię? Czy robienie "czarnej listy" kolegów po fachu, co by nowa władza nie zapomniała o "ukaraniu" żadnego z nich nie jest formą donoszenia?
Znany tak naprawdę tylko z roli Ramzesa w "Faraonie" w reż. Kawalerowicza pozwolił sobie na wyliczankę, umieszczając w spisie uznanych, często wielce zasłużonych i bardzo utalentowanych kolegów: Olgierda Łukaszewicza, Artura Barcisia, Tomasza Karolaka, Jacka Poniedziałka, Krzysztofa Kowalewskiego, Daniela Olbrychskiego.
Jasne, że wymienieni aktorzy mogą wydąć wargi z lekceważeniem i olać kolegę, po prostu przestając o nim mówić "kolega". Mogli też wytoczyć Zelnikowi procesy o zniesławienie, ale na szczęście nikt z nich tego nie zrobił, bo do walki, także sądowej, staje sie honorowo tylko z równym sobie.
Niemniej TW Jerzy Zelnik nie należy, w moim odczuciu, do grupy, która nie donosiła.
Współpracę ponoć zerwał po '68 roku. Jak dla mnie należałoby przejść nad tym do porządku dziennego tak, jak się to robi w wielu, wielu innych sytuacjach, gdy wychodzą na jaw błędy młodości. Myślę, że kto nie żył w czasach tzw "komuny", kto nie doświadczał szantażu, kto nie bał się o swoje i najbliższych fizyczne bezpieczeństwo ten nie wie co znaczyło SB. Jestem skłonna nawet przyjąć zasadę, że nie tylko wspaniałomyślnie wybaczajmy, ale w ogóle uznajmy, że każdy ma swoją historię. Pod jednym wszakże warunkiem: ktoś, kto podpisał lojalkę w wyniku tego nie zrobił nikomu żadnej, nawet najdrobniejszej krzywdy.
Ukochany przez prawicę Jerzy Zelnik w 1963 roku podpisał dobrowolnie zobowiązanie do współpracy z SB, ale po wydarzeniach 1968 roku zerwał współpracę. To też jestem w stanie zrozumieć. Młody człowiek, wchodzący w życie dorosłe, uwierzył w idee, szczególnie, że po śmierci Stalina wielu miało nadzieję, że Polska stanie sie państwem sprawiedliwym i dostatnim. Wydarzenia marca 1968 jawnie temu zaprzeczyły, a dla tych, którzy mieli jeszcze cień nadziei na "lepsze jutro" bielmo z oczu pospadało. Z tego, co wynika z teczki TW Jerzego Zelnika (znalezionej w szafie pani generałowej) wynika, że aktor w latach 1963-1968 na nikogo nie doniósł.
No i można by temat zakończyć.
Tylko czy aby na pewno? Czy jak ktoś nie donosił tajnie i skrycie do roku 1989, za to jawnie i publicznie wskazywał swoich kolegów jako nieprawomyślnych (czyli myślących inaczej), łamiąc tym samym zasady lojalności zawodowej oraz zwykłej przyzwoitości, to jest godny szacunku i przyjęcia, że każdy ma swoją historię? Czy robienie "czarnej listy" kolegów po fachu, co by nowa władza nie zapomniała o "ukaraniu" żadnego z nich nie jest formą donoszenia?
Znany tak naprawdę tylko z roli Ramzesa w "Faraonie" w reż. Kawalerowicza pozwolił sobie na wyliczankę, umieszczając w spisie uznanych, często wielce zasłużonych i bardzo utalentowanych kolegów: Olgierda Łukaszewicza, Artura Barcisia, Tomasza Karolaka, Jacka Poniedziałka, Krzysztofa Kowalewskiego, Daniela Olbrychskiego.
Jasne, że wymienieni aktorzy mogą wydąć wargi z lekceważeniem i olać kolegę, po prostu przestając o nim mówić "kolega". Mogli też wytoczyć Zelnikowi procesy o zniesławienie, ale na szczęście nikt z nich tego nie zrobił, bo do walki, także sądowej, staje sie honorowo tylko z równym sobie.
Niemniej TW Jerzy Zelnik nie należy, w moim odczuciu, do grupy, która nie donosiła.
P.S. Dziennikarz Onetu, Jacek Gądek, rozmawiał z Jerzym Zelnikiem po ujawnieniu jego teczki.
Cytat z wywiadu:
"JG: Z podniesioną głową i z absolutną pewnością może pan powiedzieć: nigdy nie donosiłem służbom PRL?
Cytat z wywiadu:
"JG: Z podniesioną głową i z absolutną pewnością może pan powiedzieć: nigdy nie donosiłem służbom PRL?
JZ:Zabrzmiało jak pytanie w sądzie.
A skąd ja mogę wiedzieć, że nigdy? Powtórzę:
podzielmy moje życie na dwie fazy. Może zostałem w coś wkręcony, gdy
wchodziłem w dorosłość.
JG: W 1963-64 roku.
JZ: No i co ja mogłem wtedy wiedzieć o życiu i polityce?"
Parę godzin temu całą historię z Jerzym Zelnikiem byłam skłonna zbagatelizować, tylko podkreślając, że jest nieodrodnym "synem" PiS, bo nie waha się obrażać ludzi. Teraz po wywiadzie dla Onetu i jego słowach uważam, że to obrzydliwe. Doskonale wie co jest w jego teczce i usiłuje to wytłumaczyć brakiem doświadczenia, młodością i tworząc sobie wątpliwe alibi, że mógł zostać "w coś wkręcony". Panie Zelnik, powiedz to pan wieloletnim więźniom SB, którym wkręcano "coś" w imadło, a jednak są w stanie powiedzieć NA PEWNO, że nikogo nie wydali i nikt przez nich nie płakał. W tym samym wywiadzie mówisz pan: "Byłem w sztabie wyborczym Lecha Wałęsy, czego się później wstydziłem". To Lech Wałęsa się wstydzi, żeś pan w tym komitecie był.
czwartek, 25 lutego 2016
Trzymanie kciuków
W komentarzach jeden bardzo fajny facet napisał, że trzyma kciuki za
moje powodzenie w konkursie Blog Roku 2015. Zapytałam czy mógłby
trzymać u obu rąk.
Bo te kciuki u obu rąk (można trzymać kciuki stopami??) są mi niezbędne, bym podźwignęła się z czwartej dziesiątki w rankingu ilości otrzymanych głosów. Wiem oczywiście, że jak ktoś trzyma kciuki, to nie bardzo może wysyłać sms-y, ale zakładam, że kto jest mi życzliwy to już zagłosował, a drugi raz i tak już nie może. No to bardzo proszę o trzymanie kciuków ;-))
P.S. Jakby ktoś wiedział jak je trzymać stopami to bardzo proszę o zdjęcia instruktażowe.
Bo te kciuki u obu rąk (można trzymać kciuki stopami??) są mi niezbędne, bym podźwignęła się z czwartej dziesiątki w rankingu ilości otrzymanych głosów. Wiem oczywiście, że jak ktoś trzyma kciuki, to nie bardzo może wysyłać sms-y, ale zakładam, że kto jest mi życzliwy to już zagłosował, a drugi raz i tak już nie może. No to bardzo proszę o trzymanie kciuków ;-))
P.S. Jakby ktoś wiedział jak je trzymać stopami to bardzo proszę o zdjęcia instruktażowe.
wtorek, 23 lutego 2016
Głosowanie sms na Blog Roku 2015
Dziś o 15:00 rozpoczął się kolejny etap
Gali Twórców Roku 2015 – Blog Roku 2015, Video Roku 2015.
Będzie trwał do 1 marca, do godziny 12:00.
Przez ten czas proszę o Wasze głosy. Na numer 7124 wyślijcie sms o treści:
Zagłosować z jednego numeru telefonu można tylko raz.
Gali Twórców Roku 2015 – Blog Roku 2015, Video Roku 2015.
Będzie trwał do 1 marca, do godziny 12:00.
Przez ten czas proszę o Wasze głosy. Na numer 7124 wyślijcie sms o treści:
D11178
Koszt sms-owego głosu to 1,23 PLN brutto (z VAT)Zagłosować z jednego numeru telefonu można tylko raz.
O głos na mój blog proszę tych, którzy zaglądają z
ciekawości, by zobaczyć do czego tym razem Zante się przyczepiła. Proszę tych,
którzy wchodzą, by skonfrontować swoją z moją ocenę świata. Będę się cieszyć,
gdy sms wyślą ci, którzy polityką i sprawami społecznymi nie interesują się,
ale darzą mnie sieciową sympatią. Ci, którzy na hasło „zante” doznają objawów charakterystycznych
dla problemów żołądkowo-jelitowych także proszę o głos. Pieniądze zebrane z sms
trafiają do Fundacji Dziecięca Fantazja. Możecie więc wysłać
sms, a następnie, w komentarzach anonimowo nawtykać mi tak, że mi się słabo zrobi. Przyrzekam, że
niczego nie usunę. Kiedyś jakiś pan (a może pani) był uprzejmy nazwać mnie
„starą, rudą kuchtą”. Tego pana (panią) zapraszam ponownie. Z tym, że nie
jestem już ruda. Temu panu (pani) i im podobnym po wysłaniu sms zrobi się cieplej na sercu, bo Fundacja Dziecięca Fantazja spełnia marzenia chorych dzieci. TU można przeczytać co dotąd zrobili dla
dzieciaków. W ubiegłym roku z głosowania w Konkursie Fundacja zebrała 63 623 zł.
Chcę jeszcze zwrócić się do „biznesmenów” wszelkiej maści,
którzy piszą maile do uczestników Konkursu, proponując zakup pakietów głosów
sms: nie wysilajcie się państwo. Pieniądze zaoszczędzone, bo niewydane na zakup
pakietu głosów w Konkursie wydam na komplet klocków (wiadomej, znanej marki;-))
dla Wnusi. Jej radocha z prezentu to dużo, dużo więcej niż przejście do III
etapu Konkursu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


